<< powrót  do poezji

 

 

 

Po cichu

 

 

Małym wejściem pod schodami

Kredą po ścianie idą zegary

Głodne pleśni gaduły

 

Drgające ręce workowatych Wróżek

Ściskają klatkę popiołów

Wyrzucają, przerośnięte jabłka

 

Na chropowatych barkach

Mają zgryźliwe poczwarki

Dudniące o pełnej skrzyni

 

Na dole pasaż i

Klejące się studnie kupców

Podnoszą jazgot maszyn

 

A drżące makiety sklejonych oddechów

Warczą nad rozprutym postem

Wkładając sad do pudełka od herbaty

 

Handlują tym, co przyklejone

Do pleców zielonych poczwarek

Tym, co zapomniane i niechciane

 

Wiedźmy nikną w studniach carskiej pajęczyny

Owinięte w skrzek na próżno szukają pokoju

Dzwonią do wrót stęchłej katedry

 

Krętymi drogami głowy się toczą

Mieszane w kotłach, buchają i łkają

Nic się nie marnuje

 

W słojach ciasno upchana

Duchowość ze snami się miesza

Przegryzą się i wpadną do studni  

 

Za małym wejściem

Jadalnia grymasów i wiedźm

Podają rękę, zamykają drzwi

 

Między snami

W półświcie słońca

W mgnieniu powieki

Za małymi drzwiczkami  pod schodami.

 

Między wdechem, a wydechem

W przedostatnim tchnieniu

Przed dotknięciem zardzewiałej klamki 

 

 2005-07-18